
Oglądasz się za siebie – to jedyny moment, kiedy jesteś w stanie uchwycić realność tej fikcji, która czyniąc cię podmiotem, wystawia na ustawiczny osąd. Nowoczesność opatentowała bezlitosny model teoretycznej paranoi. Eksploracja filozoficzna uczyniła swoim głównym celem denuncjację różnych metod śledzenia. Utopie zastąpione zostały przez fikcje ucieczki. Jednak jak tu uciekać, kiedy wybór destynacji nie jest możliwy? Ucieczka wydaje się być ruchem miejscowym, ucieczką w jeszcze głębsze uwikłanie. Lęk nie jest dyskomfortem, którego można uniknąć; tworzy fenomenologiczną stałą, afektywny sygnał udanej, a zatem traumatycznej, akulturacji. 'Myślę więc jestem’ powinniśmy uzupełnić inną deklaracją: boję się, więc nie ma mnie tam, gdzie planowałem pozostać. Subiektywizacja rozpada się na wielość skonfliktowanych technik interpelacji: instancje polityczne, kulturowe, dyskursywne poprzez swoją ukrytą wszechobecność, ukazują nam, jak dalece psychiczna intymność jest złudna i absolutnie przenikalna. Psychospołeczny lęk oferuje boleśnie ucieleśniające objawienie: moje 'ja’ istnieje jedynie w uwarunkowanym dyscyplinarnie, panicznym zwrocie w kierunku demaskującego, najczęściej poddanego nieświadomej interioryzacji, spojrzenia. Lęk wiąże się z petryfikacją, odebraniem możliwości ruchu, a zatem zmiany. Podmiot lękowy to podmiot zdemaskowany, uczyniony widzialnym, nadmiernie wyraźnym; uczyniony niezmiennym przez upokorzenie i unieruchomienie, ograniczenie potencjału kinetycznego. Przenikanie granic, skłonność do ciągłej renegocjacji swojej symbolicznej formy – to egzystencjalne gesty kogoś, kto się nie boi. Jedynym dynamicznym elementem lękowego stuporu jest pozycyjne zdwojenie. Moje 'ja’ rozpada się, kawałkuje, podlega dysocjacji na spanikowane, obnażone zwierzę i symboliczną instancję rejestrującą – na cielesne, bierne i upokorzone 'mnie’ i zwodniczo obojętne 'ja’. Interioryzacja wskazuje na halucynacyjną genezę nadzorczej instancji: dyscyplina przestała być narzędziem politycznym, stając się instrumentem samo-wychowania w konformizmie. Nadzorca to społeczno kulturowa doksa, tak dalece oswojona, że bierzemy ją za część nas samych; w konflikcie zakazu i pragnienia zawsze bierzemy stronę Innego.

Paranoik najbardziej obawia się tego, że jego monstrualne konstrukty mogą okazać się rzeczywiste; każdy paranoik, z czysto statystycznego punktu widzenia, choć raz w życiu ma rację. Być może konceptualna machina podejrzeń pełni funkcje uspokające – machanizm zaprzeczenia odpowiada za to, że nawet najbardziej radykalni tropiciele niewidzialnej i wszechobecnej mikorowładzy, cieszą się relatywnym poczuciem bezpieczeństwa. Teoria afektu jako obrona przed afektem? Plan ucieczki jako forma gwarancji, że żadnej, ucieczkowej bądź choćby tylko turystycznej, ekspedycji poza socius nie zaryzykujemy? Uciekać, ale kto? Krytyka władzy proweniencji post – foucaultowskiej i post – althusserowskiej zwykle nie próbuje być krytyką konformizmu: jeżeli podmiot stanowi pochodną technik upodmiotowienia, jeżeli stanowi epifenomen kulturowego reżimu formacyjnego, to znaczy, że jest ontologicznie predestynowany do konformizmu. Jakakolwiek forma nonkonformizmu byłaby tylko konformizmem mniejszości. Podmiot staje się tworem ideologicznym – nie jest możliwa sobość poza ideologią, możliwa jest jedynie wymiana dominującej i dojmującej ideologii na inną. Daleko idąca krytyczno – kulturowa aplikacja konceptu interpelacji, spowodowała odesłanie pojęcia złej wiary do lamusa. Egzystencjalizm promując ideę trwogi (która w przeciwieństwie do lęku, jest absolutnie bezprzedmiotowa i odsłania przed świadomością dręczący nadmiar bytowych możliwości) pomimo naiwnego, wolnościowego humanizmu, oferował narzędzie do innej konceptualizacji podmiotu. Chodziło o taki podmiot, który nie byłby jedynie ośrodkiem w którym nadzór i samo – wychowanie zapętlają się, tworząc białą plamę, wolicjonalną nieobecność w samym sercu dyskursów prawnych, dyscyplinujących, terapeutycznych, doradczych i lifestyle’ owych.

Lęk, którym jestem, lęk który materializuje mnie w momencie przyłapania, wskazuje na dręczące poczucie winy. Najgorsze są dwa rodzaje wykroczeń: te, o których wie tylko sprawca i te, o których wiedzą wszyscy, z wyjątkiem sprawcy. Lęk umiejscawia mnie we właściwej relacji wobec winy, czyni mnie podmiotem winy, a nie tylko obwinionym albo neurotycznym. Lęk irracjonalny, lęk przesunięty w kierunku nadmiarowej aktywności sumienia, zmienia się w przerażenie, które w korygująco – konformistyczną dynamikę lęku wprowadza irracjonalny, autodestrukcyjny komponent. Przerażenie przesuwa lęk w kierunku samoukarania, niesie w sobie posmak masochistycznej erotyzacji. Poczucie skalania i grzeszności, które było głównym motywem afektywnym doświadczeń mistyków, w dobie świeckiej prywatyzacji patologii mutuje w autoterpeutyczną obsesję, ekscesywne wyznawanie. Negatywna natura tego typu narcyzmów nie powinna jednak przesłaniać władczo – zależnej topiki: masochista jest jedynym prawdziwie suwerennym podmiotem pragnącym: panem poniżającej dynamiki 'spełnienia – w – innym’. Przerażenie mogłoby tym samym zostać opisane jako dążność do uczynienia niezależnym zależnego, lękowego podmiotu, bez zmiany samej sytuacji lękowej. Przerażony nie jest już 'subiektem’ czyli poddanym; afekt ekskluzywny i eksplozywny, afekt stanu wyjątkowego zawiesza prawo i symetryczną asymetrię intersubiektywnej tragikomedii przypisania winy. Być może lęk, tak jak każdy afekt, wymazuje się poprzez nadmiar: odwrócony wektor ontycznej zależności zamienia podległość we własne przeciwieństwo. Lęk, którym jestem i przerażenie, którym bywam oznaczają, że ja to ktoś jeszcze inny, nieznany.
