W cieniu


Często pragnienia tłumi się i sublimuje, ukrywa w cieniu – prawie zawsze zasłonięte, zamaskowane pragnienie formuje oblicze pragnącego. Ten, który skrada się pod osłoną cienia i wysłużonej, gotyckiej estetyki, przejawia cechy potwora tylko dzięki wierności gatunkowym przepisom; tak naprawdę to zasada ukrycia powoduje grozę, to możliwość demaskacji odpowiada za nieruchomość woskowych twarzy i skurczonych nienaturalnie dłoni, za całą dwuznaczność i przesadę. Gdyby scenę oczyścić z osób, zredukować całą frenezję światłocienia, całą dramaturgię powolności do gry pomiędzy nasyceniem, kolorem a przestrzenią, groza ukazała by swoją prawdziwą funkcję: pułapki na pragnienie, czyli na nieobecność. Ani skradający się lunatycznie, zaślepiony pasją napastnik, ani jego pogrążona we śnie ofiara nie są obecni i nie mają znaczenia. Intryga ich poprzedza i toczy się dalej, pomimo kulminacji, która oboje unicestwi. Pomieszczenie (meble, łóżko, dywan, ściany, gra bezwładu i nieoczekiwanej dynamiki) nigdy nie znało dnia, zrodziło się i nabrało konsystencji w zapomnianym akcie powrotu niesamowitego. Sypialnia dawno temu, jeszcze przed wtargnięciem agresora, utraciła cechy miejsca prywatnego, napaść niczego nie profanuje ani nie narusza, jedynym śladem przekroczenia jest teatralny przepych i iluzja głębi. Tylko cień jest przytomny, tylko cień patrzy, a także daje się widzieć. Cień reprezentuje pragnienie, fantoma w pułapce, nieobecność, która każdą przestrzeń anamorficznie zniekształca, przemienia w labirynt bez wyjścia.

Pragnienie krystalizuje się w zimną geometrię, w układ ciał utopionych w świetle, rozpuszczonych w ciemności. Kiedy sublimacja oferuje pasji kryjówkę, pozbawia ją cech aktualnych, spektralizuje ją. Każda opowieść o morderczej obsesji staje się opowieścią o duchach, nawet (a może zwłaszcza), kiedy nikt nie ginie. W nie – umarłe życie pragnienia wpisany jest schemat widmowości, synchronii rozproszonej i połowicznej. Nawet cierpienie sennie się wysubtelnia, gorączka staje się obsesyjnie wystudiowana, malarski przepych wypełnia luki po ubytkach materii. Pragnący, nieobecny dla samego siebie, swoją twarz dostrzega jedynie w oku innego. Twarz nieobecnego odbija się w nieobecnej, rozproszonej i nigdy nietożsamej ze sobą postaci wcielającej obiekt upragniony; trudno odgadnąć kto tu kogo ,,wymajaczył”. Istnieją pułapki fizyczne – zamknięte lochy, korytarze bez początku i końca, ponure zamki. Istnieją pułapki metafizyczne – amulety o dwuznacznej aurze, bliźnięta i talie kart, fetysze dające niszczący wgląd w mechanikę przeznaczenia. Istnieją jednak również pułapki ontologiczne, cieniste konstelacje, sytuacje – negatywy, które każą zwątpić nie tylko w zasadę niesprzeczności i wyłączonego środka, ale też w zasadę zasad, pozwalającą odróżnić protagonistę od opowieści, postać od tła. Instrukcje obsługi niektórych pułapek same w sobie tworzą pułapki – groza przemienia się w konceptualną układankę, której elementy są obojętne dla twórcy pułapek, o ile ktoś taki istnieje. Może idea pułapki jest pułapką? Otwiera się ona w każdym, kto zamiast wyjść na zewnątrz, w tępe upojenie dnia, postanawia się odwrócić.


Pin It on Pinterest